Czy orientacja seksualna może ulec zmianie w ciągu życia?
Masz wrażenie, że Twoje uczucia do innych ludzi z czasem się zmieniły i zastanawiasz się, co to mówi o Twojej orientacji? Z tego artykułu dowiesz się, jak nauka opisuje zmiany w pociągu seksualnym, zachowaniach i tożsamości na różnych etapach życia. Dzięki temu łatwiej zrozumiesz własne doświadczenia i nazwać to, co przeżywasz.
Co to jest orientacja seksualna?
Gdy pojawia się pojęcie orientacja seksualna, większość osób ma w głowie prosty podział: heteroseksualna, homoseksualna, biseksualna. W dokumentach Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego – np. w broszurze „Answers to Your Questions: For a Better Understanding of Sexual Orientation and Homosexuality” – znajdziesz jednak znacznie bardziej rozbudowany opis. Orientacja to tam „trwały wzorzec pociągu emocjonalnego, romantycznego lub/i seksualnego wobec mężczyzn, kobiet lub obu płci” oraz związane z tym poczucie tożsamości i przynależności do określonej społeczności.
W tym ujęciu orientacja to nie tylko to, z kim uprawiasz seks. To także pociąg seksualny, emocje, zakochania, styl życia, język jakim o sobie mówisz i etykieta, z którą się utożsamiasz – np. gej, lesbijka, osoba biseksualna. Co ciekawe, dokładna lektura tej samej broszury pokazuje, że każdy z tych elementów – od pociągu, przez zachowania, aż po tożsamość – może zmieniać się w ciągu życia.
Dlaczego tak trudno o jedną definicję?
Brzmi to paradoksalnie: o orientacji seksualnej mówi się w prawie, mediach i debatach społecznych, a jednocześnie trudno ją precyzyjnie zdefiniować. Psycholog Roy Sell w artykule „Defining and measuring sexual orientation: a review” zwraca uwagę, że naukowcy przez lata zmieniali sposób opisywania tego zjawiska, a mimo to wciąż brak jednej uniwersalnej definicji. Nawet obszerne prace przeglądowe opisują raczej historię pojęcia niż jego jasne granice.
W polskim prawie termin orientacja seksualna pojawił się choćby w rozporządzeniu Rady Ministrów z 2002 roku dotyczącym równego statusu kobiet i mężczyzn. Odwołuje się ono do zakazu dyskryminacji ze względu na orientację, ale nie wyjaśnia, co dokładnie ma na myśli. Podobny problem widać w akademickim podręczniku „Seksualność człowieka” Jamesa Bancrofta – autor pisze wprost, że woli używać określenia tożsamość seksualna, bo uznaje je za bardziej precyzyjne i mniej obciążone.
Jak nauka tłumaczy powstawanie orientacji?
Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne podkreśla, że nie ma zgody co do przyczyn powstawania konkretnej orientacji. W badaniach pojawiają się wątki genetyczne, hormonalne, rozwojowe, społeczne i kulturowe. Nie udało się jednak wskazać jednego czynnika, który „ustawia” kogoś na określony tor. Zamiast prostego schematu naukowcy opisują złożoną grę biologii i środowiska.
W praktyce oznacza to, że nie da się sprowadzić orientacji do jednego genu, doświadczenia czy wychowania. Lisa Diamond – badaczka znana z wieloletnich badań nad płynnością seksualną – pisze wręcz, że teza o całkowitej wrodzoności i niezmienności orientacji jest zbyt sztywna. W swoich pracach zachęca, by odejść od myślenia „taki się urodziłem i nic nigdy się nie zmienia” na rzecz modelu, w którym część osób doświadcza stabilności, a część przesunięć i ewolucji pociągu.
Czy orientacja seksualna jest stała przez całe życie?
Wiele osób dorastało w przekonaniu, że orientacja jest jak kolor oczu – pojawia się raz i zostaje. Badania longitudinalne, które śledzą te same osoby przez wiele lat, pokazują jednak obraz bardziej złożony. Niektórzy rzeczywiście opisują swoje uczucia jako niezmienne, ale spora grupa doświadcza zmian w tym, kto im się podoba, z kim wchodzą w relacje i jak siebie definiują.
Interesujące dane przyniosły m.in. badania Christine Kaestle z Virginia Tech, opublikowane w „Journal of Sex Research”. Naukowczyni obserwowała ponad 6000 osób od 16. do 32. roku życia, pytając je czterokrotnie o orientację. Początkowo uczestnicy mieli do wyboru klasyczne kategorie: hetero, gej, biseksualny. Z czasem okazało się, że to za mało, bo sporo osób nie potrafiło się w nich odnaleźć.
Jak zmienia się orientacja w badaniach Kaestle?
W odpowiedziach badanych zaczęły się pojawiać określenia typu „głównie hetero, ale z wyjątkami”, „minimalnie seksualny”, „rozwijający się bi”. To sygnał, że dla wielu ludzi pociąg i identyfikacja nie mieszczą się w prostych szufladkach. Kaestle rozszerzyła więc kategorie, wprowadzając m.in. „głównie hetero, ale z wyjątkami” czy „rozwijający się gej/rozwijająca się lesbijka”.
Wyniki pokazały, że u części uczestników orientacja rzeczywiście „przechodziła” przez kolejne etapy. W grupach „rozwijających się” nastolatkowie zwykle zaczynali życie seksualne z osobami przeciwnej płci. Dopiero po dwudziestce część z nich coraz częściej kierowała uwagę ku tej samej płci, by po kilku latach deklarować zainteresowanie prawie wyłącznie własną płcią.
Czy kobiety i mężczyźni różnią się pod tym względem?
Z danych Kaestle wynika, że zmienność częściej dotyczy kobiet. Wiele uczestniczek badania dopiero po trzydziestce dochodziło do bardziej stabilnych wniosków o swojej orientacji. Niektóre najpierw deklarowały otwartość na obie płcie, później wracały do definicji heteroseksualnej, by po latach ponownie opisywać się jako osoby nieheteronormatywne.
U mężczyzn obraz okazał się nieco inny. W badaniu zanotowano mniej osób określających się jako „rozwijający się geje”, a odpowiedzi wraz z wiekiem były bardziej konsekwentne. Nie oznacza to pełnej stabilności u wszystkich mężczyzn, ale statystycznie ich deklaracje rzadziej zmieniały się tak dynamicznie, jak u kobiet.
Płynność seksualna nie oznacza, że każdy człowiek radykalnie zmieni orientację, ale że część osób może doświadczać przesunięć w pociągu, zachowaniach i tożsamości na różnych etapach życia.
Czy orientacja to pociąg, zachowania czy tożsamość?
Jednym ze źródeł zamieszania jest mieszanie trzech różnych, choć powiązanych wymiarów: pociągu seksualnego, zachowań seksualnych i tożsamości seksualnej. Gdy je rozdzielisz, łatwiej dostrzec, co u Ciebie się zmienia, a co pozostaje dość stałe. Wiele osób ma np. stabilny pociąg, ale eksperymentuje w zachowaniach. Inne robią odwrotnie: mało działają, ale ich fantazje i uczucia są bardzo różnorodne.
Pociąg seksualny to niezależne od woli pobudzenie wobec osób danej płci. Możesz czuć go do osób tej samej płci, przeciwnej, obu naraz lub przeżywać okresy prawie całkowitego braku zainteresowania seksem. Zachowania seksualne to już wybór: oglądana pornografia, akty autoerotyczne, kontakty z innymi. Tożsamość seksualna z kolei to etykieta, którą wybierasz – np. hetero, gej, lesbijka, bi, queer – albo brak takiej etykiety.
Jak to rozróżnienie działa w prawdziwym życiu?
Dobrym przykładem jest lesbianizm polityczny, opisywany m.in. przez Sheilę Jeffreys. Część heteroseksualnych kobiet, z powodów ideologicznych, rezygnowała z relacji z mężczyznami i identyfikowała się jako lesbijki. Ich pociąg mógł wciąż kierować się głównie ku mężczyznom, ale tożsamość i zachowania przyjmowały inny kierunek.
W drugą stronę działa sytuacja, w której ktoś przez lata odczuwa silny pociąg do osób tej samej płci, ale nigdy nie wchodzi w takie relacje i nie nazywa się gejem czy lesbijką. Bywa, że dla części osób heteroseksualność jest na tyle „oczywista”, że w ogóle nie traktują jej jako ważnej części swojej tożsamości. Kierunek pociągu nie staje się tu osią, wokół której budują obraz siebie.
Co faktycznie chroni prawo antydyskryminacyjne?
Jeśli przyjrzysz się praktyce prawnej, „zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną” najczęściej chroni ludzi z powodu publicznie wyrażonej tożsamości lub widocznych zachowań. Chodzi o osoby, które mówią o sobie gej, lesbijka, bi, żyją w związkach jednopłciowych, trzymają się za ręce na ulicy albo pojawiają się z partnerem/partnerką na wydarzeniach rodzinnych i zawodowych.
Osoba, która odczuwa pociąg do tej samej płci, ale nigdy nie ujawnia tego w zachowaniu czy deklaracjach, praktycznie nie jest rozpoznawana jako „posiadająca inną orientację”. W ujęciu społecznym i prawnym dyskryminacja dotyczy więc w dużej mierze widocznej etykiety i stylu życia, nie samego wewnętrznego pociągu, którego inni mogą nawet nie znać.
Jak polityka i kultura wpływają na pojęcie orientacji?
Orientacja seksualna funkcjonuje nie tylko w psychologii, ale też w debacie politycznej. Filozof Ryszard Legutko zwraca uwagę, że samo słowo „orientacja” kojarzy się wielu osobom z polityką – mówimy o orientacji liberalnej, konserwatywnej czy socjalistycznej. Gdy używamy tego terminu wobec seksualności, w jego ocenie nadajemy jej podobny, „partyjny” charakter.
W tym ujęciu heteroseksualność i homoseksualność stają się jak dwa równorzędne obozy, które domagają się takich samych praw i wpływu na kształt instytucji, np. małżeństwa czy adopcji. Legutko zauważa, że przyjęcie samej kategorii „orientacji” pociąga za sobą zgodę na logikę pełnej równości tych orientacji pod względem uprawnień. Jego teza jest więc nie tylko filozoficzna, ale i polityczna.
Jak zmieniały się diagnozy w psychiatrii?
W latach 70. XX wieku homoseksualność przestała być wymieniana w oficjalnym podręczniku diagnostycznym Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego DSM jako zaburzenie. Dla ruchów na rzecz praw osób nieheteronormatywnych był to ogromny krok. Jeden z ważnych aktywistów, Charles Silverstein, pisał jednak dalej: jeśli nie ma dowodu, że homoseksualność sama w sobie jest nienormalna, to dlaczego DSM nadal wymienia inne formy seksualności – jak sadyzm czy fetyszyzm – jako zaburzenia?
Silverstein widział w tym długofalowy cel: poszerzanie tego, co traktujemy jako „normalną” seksualność. W 2013 roku w wersji DSM-5 wybuchła głośna dyskusja wokół sformułowania „pedofilna orientacja seksualna”. W jednym z fragmentów rozróżniano osoby, które odczuwają pociąg do dzieci, ale nigdy nie działają zgodnie z tymi impulsami, jako mające „orientację pedofilną”, a nie zaburzenie. Po ostrym sprzeciwie społecznym sformułowanie zostało wycofane jako „błąd edytorski”, ale sam fakt pojawienia się go w roboczej wersji wzbudził wiele obaw.
Spór o to, czy dane zachowanie nazwać orientacją, czy zaburzeniem, dotyczy nie tylko języka, ale też granic moralnych, odpowiedzialności i tego, co społeczeństwo uznaje za akceptowalne.
Jak zrozumieć własne wątpliwości co do orientacji?
Kiedy w głowie pojawia się pytanie „czy moja orientacja się zmienia?”, zwykle stoi za tym konkretne doświadczenie. Może to być nagłe zauroczenie osobą tej samej płci, rozczarowanie dotychczasowymi związkami, nowe fantazje seksualne albo odkrycie, że to, co kiedyś wydawało się fetyszem, z czasem stało się ważnym elementem tożsamości. Nie zawsze chodzi o zmianę od hetero do homo czy odwrotnie. Czasem przesuwa się tylko akcent.
Warto wtedy osobno przyjrzeć się trzem obszarom: komu realnie się przyglądasz z fascynacją, z kim chcesz budować bliską, emocjonalną więź i jak wolałbyś nazwać siebie, gdyby nikt nie oceniał Twojej odpowiedzi. Taka „mapa” pomaga zobaczyć, które elementy są nowe, a które ciągną się przez lata, choć być może wcześniej je wypierała presja otoczenia.
Jakie pytania możesz sobie zadać?
Próba samookreślenia bywa trudna, ale kilka prostych pytań porządkuje chaos myśli. Chodzi tu nie o szukanie „jedynie słusznej” etykiety, ale o sprawdzenie, jak naprawdę wygląda dziś Twój pociąg, zachowania i tożsamość. Taka autorefleksja przydaje się zarówno wtedy, gdy szukasz słów na rozmowę z partnerem, jak i gdy rozważasz konsultację z psychologiem czy seksuologiem.
Dobrym punktem wyjścia jest skrócona lista zagadnień, nad którymi warto się zatrzymać:
- komu w praktyce poświęcasz najwięcej romantycznej uwagi,
- jak wyglądają Twoje fantazje i o kim najczęściej myślisz w kontekście seksualnym,
- jakie relacje dawały Ci dotąd najwięcej poczucia bliskości i spokoju,
- jakiej reakcji ze strony bliskich najbardziej się obawiasz, gdy myślisz o ujawnieniu swoich uczuć.
Odpowiedzi na te pytania nie muszą być jednoznaczne. Część osób przez długie lata zostaje przy sformułowaniach „głównie hetero” albo „bi z przewagą zainteresowania jedną płcią”. Inni wolą w ogóle nie używać etykiet, skupiając się na konkretnych relacjach, a nie na nazwie orientacji.
Jak o tym rozmawiać z partnerem lub specjalistą?
Wiele osób, podobnie jak opisany w tekście trzydziestokilkuletni mężczyzna – transwestyta żyjący w związku heteroseksualnym – latami nosi w sobie tajemnicę. Wstyd miesza się z lękiem przed oceną i poczuciem, że „nie mam prawa tym obciążać partnera”. Gdy dochodzi element transwestytyzmu czy fetyszu, wewnętrzne napięcie bywa szczególnie silne, bo społeczny odbiór tych zjawisk jest często chłodny lub wrogi.
W takiej sytuacji rozmowa z seksuologiem lub terapeutą może pomóc rozdzielić dwie kwestie: jak nazwać własny pociąg i potrzeby oraz jak – i czy w ogóle – dzielić się nimi z partnerką lub partnerem. Specjalista pomoże też ocenić, czy część zachowań ma przede wszystkim charakter fetyszystyczny, czy raczej staje się ważnym elementem tożsamości płciowej i seksualnej, jak dzieje się w przypadku części osób transwestytycznych.
Nie ma obowiązku natychmiastowego „wyjaśniania się” z każdej fantazji, ale długotrwałe ukrywanie ważnej części życia może stopniowo niszczyć zaufanie – także to, które masz do samego siebie.
Jak nauka może pomóc spojrzeć łagodniej na siebie?
Opis badań Lisy Diamond, Christine Kaestle i wielu innych zespołów prowadzi do jednego ważnego wniosku: dla części ludzi seksualność jest stabilna, dla części płynna, a zmiany w uczuciach do innych osób nie są niczym niezwykłym. To, że po dwudziestu latach inaczej patrzysz na swoje dawne relacje, nie oznacza, że „wcześniej żyłeś w kłamstwie”. Raczej mówi, że Twoja orientacja, zachowania i tożsamość przechodzą naturalną ewolucję wraz z doświadczeniami.
Świadomość, że nauka opisuje takie zmiany bez moralnej paniki, daje często oddech. Zamiast pytać „czy coś jest ze mną nie tak?”, możesz skupić się na innych kwestiach: jak zadbać o swoje bezpieczeństwo, gdzie szukać zrozumienia, jak prowadzić uczciwą rozmowę z osobami, z którymi dzielisz życie. To już bardzo konkretne decyzje, podejmowane krok po kroku, a nie abstrakcyjna etykieta na całe życie.